Nawigacja

Warsztaty tańca dawnego – prowadzenie Małgorzata Wojcieszuk z Zespołu Tańca Dawnego „Belriguardo”wersja do druku

Już pierwszego dnia festiwalu, w upalne czwartkowe popołudnie rozpoczęły się warsztaty taneczne organizowane przez lubelską grupę Belriguardo. Pod dosyć enigmatycznym pojęciem tańca dawnego kryją się saltarella, amorosa, pavany, galiardy, branie, volty, gawoty i wiele innych zapomnianych dzisiaj tańców. W średniowieczu taniec był jedną z najchętniej wykorzystywanych form wyrażania radości i pozytywnych emocji. Do dzisiaj pod tym względem niewiele się zmieniło, mimo to amatorów tej specyficznej formy rozrywki wciąż jest niewielu – często traktuje się ją jako konik koneserów. Nie można jednak zapomnieć o całkiem sporej liczbie grup tańca dawnego powstających w Polsce, a także o powstających z myślą o nich festiwalach, jak np. warszawski Korowód czy konkursy we Wrocławiu i Poznaniu.

Anna Dudzik związała się z grupą Belriguardo prawie cztery lata temu. Poza możliwością poznania rozmaitych technik tanecznych, ma okazję poznać średniowieczne, renesansowe i barokowe zwyczaje i tradycje, dzięki czemu łatwiej zbliżyć się wyobrażeniami do codziennego życia naszych przodków. Zespół kładzie duży nacisk na wierne odwzorowywanie strojów z danej epoki, które szyje dla nich jedna z członkiń grupy. Zafascynowana dawną modą, sumiennie analizuje wszelkie źródła, które w najmniejszym stopniu mogłyby jej pomóc w projektowaniu kostiumów. Podczas warsztatów uczestniczki ubrane są w tzw. suknie domowe, które kiedyś służyły jako strój codzienny. Dziś nie powstydziłaby się ich niejedna sala balowa.

Warsztaty rozpoczynają się krótkim wprowadzeniem. Małgorzata Wojcieszuk opowiada o pierwszych układach tanecznych. Na ich podstawie pełne tańce można odtwarzać dopiero od 1450 r. To właśnie wtedy zaczynają działać pierwsi choreografowie. Z tego też czasu zachowały się kompletne zapisy nutowe. Nieco zachęceni uczestnicy warsztatów ustawiają się w kole na drewnianym podeście i przy dźwiękach tradycyjnej muzyki rozpoczynają naukę pierwszych kroków. Saltarello, krok „piwa”, ukłony, przyklęknięcia i obroty… nie jest łatwo. Małgorzata Wojcieszuk cierpliwie, choć żywo i z pasją objaśnia i pokazuje kolejne figury. Poza jednym członkiem zespołu, na scenie wytrwale trenują same panie. Towarzyszący im panowie nieśmiało stoją z boku, nerwowo chichocząc. Po kilkunastu minutach prób pierwszy taniec kończy się pełnym sukcesem. Dumni z siebie debiutanci śmieją się i biją brawo. Bo jakim problemem może być teraz dla nich salsa czy fokstrot, skoro opanowali voltę i amoroso?

Julia przyjechała do Lublina aż z Chin. Podróżuje, a w międzyczasie odwiedza przyjaciół. Wraz z Judytą i Igą postanowiła wziąć udział w warsztatach. Dawny polski taniec, choć tak różny od chińskiej tradycji, bardzo przypadł jej do gustu. – Jest niezwykle elegancki – ocenia Julia. – Podobają mi się gesty i postawa tancerzy, a także ich stroje – dodaje. Mimo że to jej pierwszy dzień na Jarmarku, już jest zachwycona artystami i ich wyrobami. Urzekła ją także polska gościnność i życzliwość oraz fakt, że festiwal ma moc zacieśniania więzi międzyludzkich.

Judyta i Iga trafiły na warsztaty przypadkiem. Szybko przekonały się, że pozornie nieskomplikowane ruchy wcale nie są takie łatwe. Na szczęście z krótkiej przygody z tańcem dawnym wyniosły miłe i ciepłe wspomnienia – szczególnie spodobała im się nazwa kroku „piwa” – nie ukrywają, że głównie ze względu na nazwę. Z Jarmarku chcą „wyciągnąć” jak najwięcej; tuż po warsztatach wybierają się na koncert węgierskiej grupy Holloenek Hungarica. A to dopiero początek…