Nawigacja

Rędocinwersja do druku

Rędocin – wieś położona w województwie świętokrzyskim, w gminie Bliżyn.


Jest to wieś o wieloletnich tradycjach garncarskich, co spowodowane jest między innymi warunkami środowiskowymi.
Tereny Rędocina bogate są w pokłady gliny ceramicznej, dlatego już od XV wieku notuje się na okolicznych terenach powstawanie ośrodków garncarskich – Głowaczów, Iłża Mogielnica. Rędocin jest najmłodszym z nich. Zamieszkali tu garncarze z Pierzchnicy, Ćmielowa, a najwięcej z Sobkowa leżącego na północ od Chęcin.
W Rędocinie powstaje ceramika glazurowana i zgrzebna biskwitowa. Jedną z cech charakterystycznych dla ośrodka jest bogate użycie polew, krągłe kształty i perfekcyjne wykonanie, a także wykonywanie ceramiki figuralnej. W Sobótce swój warsztat miał Jan Purski, którego naczynia posiadały na brzuścach motywy roślinne i zwierzęce wykonane rytem podszkliwnie.

Jarosław Rodak
Urodziłem się w roku 1947. W 2004 roku laureat nagrody Oskara Kolberga, na 2008 rok otrzymałem stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
Wżeniłem się w rodzinę garncarską w siedemdziesiątym drugim roku. (…) Teścio, co nazywa się Pabicz Jan, właśnie on zapoczątkował całą tradycję garncarską, to jest udokumentowane od 1870 roku. On się wżenił w garncarzach, garncarzem był teściowej ojciec. I później u rodziców pracował Wacław Rokita, Henryk Rokita, to są synowie, teściowa to jest córka, zięć, i następny zięć Rokity, Stefan Pławic. Tam jeszcze [był] Józef Krawczyński co się ożenił z wychowanicą, i Rokita i teść Mołdawa. (…) To wszystko tradycja pochodzi od garncarzy. (…) Ja tu jestem jako ostatni.

Zacząłem się tym trudnić, szybko to pojąłem, założyłem własne koło, później pobudowałem warsztat, od 1974 roku jestem pełnoprawnym członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych w Lublinie. Współpracowałem z Chałupnikiem, później zespół Ziemi w Krakowie, i przeważnie z Cepelią w Warszawie. Wykonywało się różne rzeczy, począwszy od flakoników poprzez miniatury, wchodziły dzbanki, dzbany duże, unikaty. A teraz najwięcej idzie rzeczy unikatowych, stare rzeczy, które kiedyś, kiedyś były robione.


To nie o to chodzi, że się komuś podoba. Jak ktoś ma pojęcie do roboty to się może za coś wziąć, jak nie ma pojęcia to nie ma co się nawet do tego dotykać.
Tutaj po sąsiedzku u Misiowca. To jest mojej teściowej szwagier. Tu jest rodzina cała garncarska. Teściowej ojciec był garncarzem, mojego teścia ojciec był garncarzem, teścio, mojej żony ojciec, też był garncarzem. Tutaj robiłem, w tym warsztacie się uczyłem, zająłem w domu jedno pomieszczenie, miałem koło garncarskie z tym, że paliłem u wuja. Teść nazywał się Mołdawa.
Przeważnie to się zaczyna od małych rzeczy, miniaturowych, takich jak dzbanuszki. I trzeba się jednocześnie uczyć i robić, i uczyć się uszy kleić, bo to też jest ważne, bo jak ktoś nie ma pojęcia to ucha nie przyklei. Później przez miniaturki przeszedłem na większe rzeczy, te już kwiatkowe, półlitrowe.

Gliny kiedyś to garncarze to używali tutaj stąd, ale tu są pokłady gliny bardzo głębokie. Kiedyś to można było wejść do lasu i sobie ukopać. W tej chwili nadleśnictwo nie chce wpuszczać. Ja kupuje glinę w kopalni w Zapniowie, jeszcze wożę glinę ze starej kopalni co kiedyś glinę na cegłę tam pobierali. Mieszam jedną z drugą, jak jest za miękka to dodaję ten z Zapniowa bo jest twarda do ognia. (…) Glinę trzeba sobie czasem ulepszyć, dodaje się albo troszkę kaulinu, albo piasku kwarcowego. To już powstaje półmasa. Bo porcelana idzie jako masa, a to już idzie jako półmasa.

Jest maszyna, która glinę przeciera. Bo do pracy idzie glina przecierana. Jedna szybciej przyjmuje wodę, druga wolniej, że trzeba zwracać uwagę żeby nie zrobić za miękkiej, czy za twardej. Codziennie puszcza się przez walce, przeciera się glinę. Chociaż raz w miesiącu walcuje się na cały piec. Glina to nie zależy od pory. Ja robię glinę, którą sezonuje. Sezonuje się dwa, trzy lata. Ona leży na słońcu, na mrozie, na deszczu. Ona się po prostu rozkłada sama. Ona jest najlepsza do roboty, jest rozlasowana bo deszcz zrobi swoje, mróz zrobi swoje. Słońce je podsusza, potem z powrotem leje się deszcz i z powrotem ona się lasuje. Czym dłużej się sezonuje, tym jest lepsza.

Mniejsze sztuki robi się na większych obrotach, większe rzeczy już się robi na obrotach mniejszych. W zależności co się robi i jak się robi. Ja mam takie koło boczne. (…) Tradycyjne to obracane było za pomocą nogi. To jest to samo, tylko założony pasek i silnik, a zdejmę pasek i to samo koło jest. Jest górne koło, na którym się toczy i dolne koło, którym się obraca. Z dwóch kół i trzpienia. Używa się różnych, są nożyki do nadawania kształtów. Jak robię pokrywki, to wymierzam sobie rozmiar, żeby wymierzyć wysokość. (…) Największy dzban 25 litrów, a najmniejszy to jest dzbanek miniaturka.

Naczynie to samoczynnie schnie, zimą jego się nie zdejmuje z desek, tylko one sobie schną. Niektóre trza dosuszać, a latem dosusza się na dworze. Trzeba chodzić, pilnować, przekręcać, z jednej strony złapie to może pęknąć, jest co robić.

Szkliwo ja kupuje gotowe, tylko barwników nie kupuję fabrycznie. (…) Barwnik krzemu to jest zielony, dwutlenek manganu to jest brąz, można jeszcze tlenek kobaltu dawać to wychodzi wtedy kolor niebieski, ale niebieski kolor palony na drewno wychodzi bury, burzeje bo kopeć swoje robi.

Tradycja zielonego koloru to pochodzi już początków XX wieku. Oni to kiedyś barwili to miedzią, no i palili brązem, palili też tak zwaną frycą, no to wychodził taki jasny kolor, jasny brąz. (…) Fryca to teraz używają jako topnik zakłady, które produkują szkliwa. Bo topnik musi być w szkliwie.


Ja zdobię tylko lekkim rytem, robiłem kiedyś na zachód bardzo dużo towaru i tam bez zdobienia sprzedaje się ceramikę. I u nas jak za bardzo jest przesadzona ceramika to też ludzie nie chcą. Ceramika powinna być lekko zdobiona lub wcale nie zdobiona, też się sprzedaje. Kiedyś owszem do spółdzielni to rysowali, rytowali, pobiałkę malowali na to szkliwo. Jak barwnik włożył na to szkliwo, to płynęło i tak guzik było z tego znać. Ja robię figurki, robię rzeźbę, ale tylko jedynie na wystawy. (…) To zależy jaki jest temat. Jak jest temat sakralny to sakralny, a jak taki obrzędowy no to się robi kapele wiejską, czy coś. Najlepiej lubię rzeczy sakralne robić, (…) robię frasobliwe i duże, i średnie.

Naczynia układam do pieca. (…) Piec dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć godzin się pali, później dobę, półtorej doby piec stygnie. Ja nie otwieram pieca dopiero jak jest temperatura około stu stopni to go mogę otworzyć. Przy wysokiej temperaturze nie otwieram pieca, dlatego bo szkliwo może pękać, strzelać.
Ja nie używam żadnych końcówek do palenia, wszystko jest palone wzrokowo. (…) Wiadomo, że jak jest kolor czerwony to ma nie więcej jak 500, 550 stopni. Później, jak już podchodzi pod różowy, no to gdzieś koło 800. A jak zaczyna już bieleć do 950, dół pieca może mieć 1000 stopni.

Czasami żona przyjdzie pomoże, czasami uszu pomoże kleić. Wiadomo, że samemu wszystko zrobić to schodzi. Uczy się syn, syn to już nieźle robi.

Nic nie jest lekkie, i kowalstwo nie jest lekkie i garncarstwo nie jest lekkie. To nie jest rzeźba, że weźmie dłuto, stanie sobie i rzeźbi. Tu trzeba naprawdę trochę popracować. Na małych sztukach to jeszcze, a dużych sztukach to już ręce odmawiają jak się ciągnie garnki czterolitrowe, czy pięcio. Masa gliny i już trzeba ciągnąć, a żeby to było cienkie to już naprawdę trza w palcach trzymać.

Siwaki - wcale się nie wyciera, (…) to nie jest problem. Wkłada Pani i zamyka piec szczelnie z ostatnim paleniem. U mnie wychodziły tak czarne, że naprawdę. (…) Tu trochę smolnego drewna potrzebne jest.
Dwojak to był zawsze dwojakiem, czy to dzban na wino to jest dzbanem na wino. Kiedyś robili misy, kiedyś po wojnie to nie było, wszystko garncarz musiał zrobić. Było wiadomo, że tam były miski większe, duże, były czterolitrowe, dwójki, to zależy, miski małe takie od jedzenia, czy gary na mleko, to wszystko pochodziło z warsztatów garncarskich (…). Garnki na mleko to i do tej pory idą i sprzedają się. Jeden bierze faktycznie na mleko, drugi wiesza na płocie. Bo kiedyś tak było na wsi, że garnki umyte wisiały na płocie.

 

Galeria zdjęć