Nawigacja

Rozmowa z Danutą Radulską wersja do druku

 

Rozmowa z panią Danutą Radulską (DR), tkaczką z Wasilówki, wykonującą tkaniny dwuosnowowe. Wywiad został przeprowadzony przez Martę Graban-Butryn (MG) oraz Karolinę Waszczuk (KW) w dniu 10 listopada 2011 roku w ramach projektu Letnia Szkoła Tkactwa Tradycyjnego. Wybrane ośrodki tkackie.
 
Janów to niewielka miejscowość położona nad rzeką Kumiałką, około 50 km od Białegostoku. W XVIII wieku kiedy administratorem dóbr królewskich był Antoni Tyzenhaus w okolicy powstały pierwsze manufaktury tkackie. Od tamtych czasów tkactwo stało się zajęciem wielu kobiet w okolicznych wsiach. Dominująca tkanina dwuosnowowa zwana również podwójną, jako typowa dla Janowa i jego okolic przybiera często również nazwę „tkaniny janowskiej”, czy „janowskich dywanów”. Odnosi się to zarówno do techniki dwuosnowowej, jak i do stosowanych na tkaninach wzorów.
 
Danuta Radulska - Wasilówka koło Janowa w powiecie sokólskim (woj. podlaskie)
Pani Danuta Radulska znała technikę dwuosnowową od dzieciństwa, ale dokładnej techniki jej wytwarzania nauczyła się w latach 80-tych od Pani Teresy Pryzmont. Od 1989 roku stale zajmuje się tkactwem dwuosnowowym. W 1997 roku została członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych, a jej pracownia tkactwa znajduje się na Szlaku Ginących Zawodów województwa podlaskiego.
 
 
POCZĄTKI TKANIA
 
„W drugiej połowie XIX wieku dywany dwuosnowowe pojawiły się na Podlasiu i wschodnim Mazowszu, gdzie początkowo tkali je zawodowi tkacze […] Upowszechnianie się mody na te tkaniny spowodowało, że zaczęły je czasem wykonywać wiejskie tkaczki na domowych ręcznych krosnach.” (Wojciech Kowalczuk, Janowskie tkaniny dwuosnowowe, s.)
 
DR: Nazywam się Danuta Radulska. Urodziłam się w 1956 roku w Chwaszczewie i z krosnem, z kołowrotkiem no właściwie od dziecka miałam, no po prostu to było u nas w domu. Mama tkała tkaniny wielonicielnicowe i przędła sama wełnę. Ja będąc dzieckiem często biegałam do kołowrotka i próbować jak mi będzie się udało prząść, czy będę umiała, czy nie. Mama się bała trochę, bo jak kiedyś się przędło to niteczka musiała być bardzo równa. No a jak nie umiałam prząść to wiadomo jaka ta niteczka wychodziła. I tkanina dwuosnowowa była mi od dziecka znana, tylko, że technika mi nie była znana. Ja nie umiałam tkać, aż dopiero jak wyszłam za mąż i już tu zamieszkałam w Wasilówce to Pani Teresa Pryzmont mnie nauczyła tkać tkaninę dwuosnowową. I tak zaczęła się moja przygoda z tkaniną dwuosnowową. Pierwsza tkanina to moja była duża, bo osiemdziesiąt na dwa, taka osiemdziesiąt centymetry szerokości, dwa długości i kwiat dużej głowy, no i teraz jak ja patrzę na pierwszą tkaninę, to znaczy to był trudny wzór, no ale jakoś utkałam tą tkaninę i to całe dwa metry i było zawiezione do Cepelii od razu na sprzedaż. No i sprzedałam tą tkaninę i później co tak dobrze nauczyłam się tkać, no to już wtedy zaczęłam wprowadzać trochę swoich wzorów, no troszeczkę coś zmieniać. No bo to trzeba też z początku jak się tka, to trzeba jednak odetkać kilka wzorów żeby dobrze pojąć na czym ta technika polega. Jak to się tka, jak to listewko się wybiera, bo to jest trudne. I jeszcze pedały trzeba zmieniać.
 
 
TECHNIKA TKANIA
 
KW: Na czym polega, jeżeli chodzi o warsztat, tkanina dwuosnowowa?
DR: To właśnie było, że dwuosnowowa to, że dwa kolory i jeden kolor tak jakby jedna osnowa i drugi kolor druga osnowa. […] Można włożyć między te osnowy palec, można włożyć, bo tu jest pusto w środku. Te dwa płótna są rozdzielne, a wzór i brzeg łączy te dwa płótna. Żeby nie było tego wzoru, a tylko ten brzeg to tu by był worek wyszedł. Bez zszywany worek tylko tu brzegi. […] Zanim zacznie się tkać to długo trzeba przygotowywać do tego tkania, bo samo tkanie nie jest takie, no dosyć szybko się tka, już jak się ma wprawę oczywiście, ale mówię to przygotowanie. Ja, jak taka duża tkanina o takiej szerokość całej, jak tu na te nicielnice, no to w te nicielnice trzeba calutki dzień narzucać. […] no sama to narzucam. I tu po jednej nitce się narzuca, bo to dwa kolory i tak po jednej niteczce dwa kolory w te nicielnice, dwa kolory w te. No, a po dwie nitki to już wkłada się w płochę. Też przemiennie, bo to tak ciemny, jasny, bo tak zawsze ciemne, jasne kolory i tak. No już wtedy podwiązuje się i zaczyna się tkać. Najgorzej jak to nie ma się pomysłu, że „A to będę tkać”. I ta osnowa przygotowana, a ważne, że to, bo jeżeli tylko tak że „A coś tam będę tkać” to wtedy gorzej tak zacząć. […] Zanim ten wzór się dobierze do tych nici, do tego, bo to też i kolor musi pasować też do wzoru. Bo czasami utkane są dwie tkaniny jednym wzorem i jedne będzie bardzo ładnie wyglądać, a druga już nie, bo to kolor nie pasuje do tego wzoru. I tak jest. […] Grubsza nitka, rzadsza płocha to wtedy też wzór wychodzi większy, i też nie każdy wzór pasuje na ten większy no bo jak tka się ludzi to wtedy i też takie będą i twarze mieli duże i grubsze, bo to niby cieńszy robisz, ale ono trudniej jest utkać, tak wyrobić żeby on taki był wyrobiony i ładny. I to takie tkanie. Już ja tkam tyle lat, że już mi teraz tak, że mój mąż teraz się ze mnie śmieje oczywiście, bo jak ja już kończę to żeby już szybciej to skończyć […] żeby skończyć i nowe zacząć, a już coś innego. I jak ja zaczynam w ogóle tkaninę, którą sama, bo to wiadomo, że powiela się te wzory tradycyjne, to tak troszkę nudne się robi, bo to one powtarzają się […], ale jak ja coś sama sobie po prostu zaplanuję, mam ten plan w głowie co ja mam utkać, to wtedy mi ta robota idzie dużo szybciej, bo już mnie tak ciekawi, żeby szybciej zdjąć z krosna i zobaczyć co ja utkałam no bo tak przecież ja widzę, ale dopiero aż ja zdejmę zobaczę naprawdę jak ta tkanina wygląda. […]
 
KW: A wielonicielnicowe czym różnią się od dwuosnowowych?
DR: Bo jest osnowa bawełniana, a wątek wełniany. […] Takie geometryczne te wzory są i to już jest wzór narzucany w nicielnicach i później pedałem i się chodzi jak ten wzór narzucany, no, ale teraz proszę wyobrazić, że to było dwanaście nicielnic i tu tkać, a były takie też tkaniny. […] Mama to chodniki jak postawiła to tkałam i taką prostą tkaninę też, ale to było jakiś wzór tak było, że to pikowy wzór. I taka krateczka wychodziła i pamiętam, że pedałami mówiła, ale ja to może utkałam metr, może więcej. Po prostu pokazała, ale ja to też ochoty, jak to miałam szesnaście lat, to mi się tam za bardzo chciało tkać. Może jak teraz, by ktoś pokazał to może człowiek, by inaczej patrzył na to, żeby chociaż podtrzymać tradycję, żeby nie zaginęła. Tego dużo było tkane. Po prostu dużo kobiet umiało tkać. […] To było tak, że tym się tkało kolory, tak jakby wełną, a na drugim czółnie był taki kolor jak osnowa. […] to podsuwka się nazywało. […] To właśnie jest tkanina dwuosnowowa, bo to są tak dwa płótna, najzwyklejsze płótna, tak to jest najzwyklejsze płótno jakie tylko może być, ale to jest podwójne […] łącza się przy brzegu i wzór łączy […] no właśnie w tej tkaninie nie może być dużych płaszczyzn pustych, bo to będzie się rozdzielać, to znać będzie.
 
MG: Dlatego są te wzory większe i rozplatywane na całość.
DR: Tak, a nawet jak coś brakuje to kropeczkę się wstawi, to kwiatuszek, to raczek coś takiego […] jak gdzieś większa płaszczyzna pusta się robi, to wtedy się dodaje elementy żeby połączyć. […] Bo tu jak się tka to zostają końce. Tego końca się nie dotka. I zostają takie końce nitek i ja wtedy przędę, wtedy takie ono wychodzą grubsze, cieńsze ta nitka, bo po dwie biorę no i oczywiście wtedy te cienie, bo to różne kolory odcienie szarości są. […] I takie pocieniowane podobają się te tkaniny. […] Robię różne, jakie mi przyjdzie do głowy takie robię, jakie mi się chce. […] Jak duża tkanina to wtedy trzeba mocniej postukać, ale jak taka mniejsza tkanina to aż tak strasznie to nie. Te szerokie tkaniny najgorzej. I bolą ramiona, bo to trzeba bardzo się wychylać jak stąd aż tam. […] I tą listwę już ciężej wtedy z takiej szerokości wyjąć jak z węższej tkaniny. […] Jak tu nić się zerwie no to trzeba z powrotem tak samo założyć, bo jeżeli źle założy nitkę to tu będzie skaza na tkaninie. Ja już od razu widzę, bo to już te lata praktyki i trzeba po prostu tak, w którym miejscu ta nitka pękła i albo dowiązać kawałek, albo aż tu zawiązać żeby tego supła nie było,  dowiązuje się nitkę jak pęknie. […] Czasami jak rozliczam wzór to chociaż dla pewności jeszcze później liczę, żeby ileś tam odstępu, że ileś tam nitek. To ja wcale czasami tych nitek nie liczę tylko tak ciach, ciach, ciach tą listewką , ale później nie, przeliczę jeszcze. I wszystko dobrze, ale tak żeby źle nie było to przeliczam.
 
MG: A jakby było źle to można jeszcze cofnąć?
DR: Można, można tak to normalnie odetkać, tak jak się to tkało, tak odetkać. Tylko jak daleko się odejdzie i zobaczy się tą pomyłkę to szkoda te dwadzieścia centymetry czy więcej odtykać. To czasami zostaje z tą pomyłką, bo to szkoda pracy.
 
 
WARSZTAT
 
DR: […] od pani Basi Ulanickiej mam to krosno, bo ja jej miałam utkać dużą tkaninę, a nie miałam dużego krosna, a ona miała i przyniosła dla mnie. To syn mówił, że to z bukowego drzewa te krosno. I ono też na pewno jest stare, ale ile lat to ja nie wiem.
 
KW: A z czego się składa warsztat?
DR: Wszystko tu ważne jest w tym warsztacie, bo jak tak mówię, jak u nas się mówi, te ramy te boczne to są staciwa się nazywają, tu jest wałek tylni, na który nawijamy osnowę przygotowaną, bo na snojlnicy trzeba osnować i później nawijać. Oczywiście tu muszą dwie osoby nawijać, bo tego jedna osoba nie zrobi. Bo ja tu nicie te rozkładam na listewkę, a mąż z tamtej strony trzyma te nicie żeby tu można było tak nawinąć. I jak nawijamy na wałek, później w nicielnicę, bo to są nicielnice, to są rączki i tu mamy jedno w górze, to tak mi też mąż dorobił, że tu większe to kółko tu są mniejsze kółka, bo chodzą jak dwie nicielnice, ale musi każda oddzielnie jeszcze chodzić, bo to są dwa kolory i musi każda oddzielnie jeszcze chodzić nicielnica. To tak pozakładać trza w nicielnice, tu jest widło, o to jest widło, a tu płocha […] i gęstość tkaniny zależy od płochy, jaka płocha jest. Tu jest listewka do wybierania na prątek, u nas też nazywany, to jest do wybierania wzorów, no i ten wałek tylni, a tu przedni, no i już tutaj nawija się na tym wałku tkaninę już jak utka się, a tutaj są ponoże, że tu chodzi się, pedały to tak łatwiej zrozumieć, bo ktoś może nie wiedzieć co to, ale u nas w naszym regionie to tak się nazywa ponoże.
 
KW: Co to znaczy wybieranie tkaniny?
DR: Wybieranie wzoru. […] To ta listewka jest i ja tą listewkę mam i ja wybieram wzór, o listewką. I jeszcze są potrzebne dwa czółna, bo to dwoma kolorami się robi. I teraz ja wybieram wzór listewką.
 
KW: Takie przeplatanie nici?
DR: Tak, tak, które mają zostać z tamtej strony pod spodem, które mam wyciągnąć do góry. […] Teraz metalowe te płochy są, ale były te z drzewa zrobione […] nie wiem jakie drzewo, ale na pewno musiało być mocne to drzewo żeby, bo tak wyszorowuje się. Nawet na metr to wyszorowuje się i czasami te są tak cieniutkie, bo to wełna jak wełna, może tak jak nici zużywa się jak dużo się robi. […] Kiedyś do wielonicielnicowych tkanin i w ogóle to czółenka były takie małe, a mnie mąż porobił takie duże […] to po prostu więcej nici na cewce i dłużej mogę porobić, bo to jak takie małe czółenko to wtedy mało nitek wchodzi. Ja tak przyzwyczaiłam się, że mi bardzo dobrze tymi czółenkami robić. […] Moja mama miała też wąski warsztat. Ten taki, że to osiemdziesiąt centymetrów można tylko było utkać, bo jak tkała te wielonicielnicowe to u mojej mamy były też zszywane, bo to dywaniki nazywały się i to wzór był w nicielnicach od razu wybrany.
 
 
WZORY I KOLORY
 
Eleonora Plutyńska, artystka, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w 1934 roku podjęła współpracę z małżeństwem Adolfem i Felicją Jaroszewiczami, wiejskimi tkaczami. Były to badania nad tkaniną podjęte we współpracy katedry etnografii Uniwersytetu im S. Batorego w Wilnie, a Towarzystwem Przemysłu Ludowego. „ Z jej inspiracji na tkaninach tkanych przez ludowych tkaczy zaczęły się pojawiać nowe motywy fantastycznych zwierząt, nowe kompozycje roślinne. Powstały wówczas dywany zatytułowane „Zwierza”, „Drzewo życia”. Kompozycje te wykraczały poza konwencję ludową. Stworzyły nowy typ tkaniny artystycznej odznaczającej się doskonała kolorystyką i kompozycją.” (Wojciech Kowalczuk, Tkanina dwuosnowowa, Białystok 2007, s.11.)
            Dużą rolę na wzornictwo tkaniny dwuosnowowej miała również Dominika Bujnowska, tkaczka z Węgrowa. Tkanina dwuosnowowa tematyczna ukazująca obraz wsi, pasieki, wesela, czy pracy w polu zapoczątkowana została przez Dominikę Bujnowską wspólnie z Zofią Tomrle, plastyczką zainteresowana technikami tkactwa dwuosnowowego.
 
KW: Dla Janowa to jakie wzory są charakterystyczne?
DR: Dla Janowa to są te właśnie profesor Plutyńskiej wzory. To są tylko w Janowie robione wzory, a tak to […] nie ma takiego typowego, starego wzoru tradycyjnego, żeby to był z Janowa pochodził.
 
KW: A kolory najczęściej jakie były wykorzystywane?
DR: Bordo z zielenią to najwięcej były tkane, to ciemne były te tkaniny. To przecież kiedyś nawet to dzieci, nie było koców […] pamiętam jak kiedyś furami wiozło się na szczepienie dzieci, ja nawet jak dzieckiem będąc, to zawsze w dywan było to dziecko zawinięte i dywan był bordowo-zielony […]najczęstsze […] Byłam na kursie barwienia tymi naturalnymi barwnikami […] Ale dla mnie te utrwalanie koloru to straszne chemie tam. To siarczany miedzi, siarczany żelaza, no może kiedyś też tak utrwalali ten kolor, ale ja mówię, jak kupie ten paczuszek farby do tego i octem po prostu ten kolor utrwalę to mi się zdaje, że to nie jest taka chemia, jak w tych naturalnych kolorach, tych barwnikach. Ale będę musiała spróbować, bo to też takie ładne kolory wychodzą tymi naturalnymi barwić. Na przykład czerwona dalia była to my jak barwiliśmy na tym, to kolor wyszedł pomarańczowy, bo to czasami w ogóle inny kolor wychodzi z tych naturalnych barwników.
 
KW: A jak się je robi?
DR: Gotować trzeba, no jakąś roślinę na przykład czarny bez to wychodzi taki kolor, tak jakby denaturatu, coś takiego […] z owocu, no a z kwiatu to być może, by wyszedł taki beż, z kwiatu, bo ten kwiat to takie nie jest bielutki tego czarnego bzu. […] Praktycznie taki kolor jak jakaś roślina ma to z każdego można barwić. Kurkuma taki ładny kolor też. Tylko, że to trzeba później przecedzić wszystko, tak jakby kompociku ugotować i też taki ładny kolor tylko, takie jakby żółty taki złamany, tak jakby w pomarańcz wpadający. […] To można utrwalać jeszcze tymi, galuksy to się nazywają. Na liściach dębu takie kulki są, na liściach dębu. To, to utrwalać chyba jeszcze można […] Bo tak jak chcą tą farbą barwić, tą chemiczną, jak ja dodaje octu to każda farba ciemniejsza się robi. Jak dodam octu do tego. A jak dodaje się kwasek do naturalnych kolorów, to rozjaśnia się kolor. I to też dla mnie, ja nie wiedziałam, bo jak byłam na tym kursie to tak sporo rzeczy pozapisywałam i też książkę mam o tym. […]
 
KW: A tkaniny do czego były jeszcze używane?
DR: A to do kościołów było tkane, a to łóżka się zaściełało, przecież niektóre tkaniny te stare, takie stare to bordiurę mają […] jak duży dywan to jedną stronę bordiura inna, a z drugiej strony inna, bo zaściełali tak łóżko niby, że to inny dywan, bo bordiura inna. Na tą bordiurę do dołu, a później odwracało się i inną tą bordiurą, żeby do dołu była. To też tak robili, bo to jednak była droga rzecz taka tkanina. No a przeważnie to były dywany i łóżka zaściełane, później na wersalki były, na fotele robione, ale tak później, że te makaty na ścianę no, a teraz to jako sztuka użytkowa, bo jak […] czy te torebki się robi to już jako użytkowa taka na co dzień żeby to był użytek. No na ścianę to kto powiesi i ono ładnie wygląda i dopasowane do wnętrza […] bo i klienci tak zamawiają, jaki kolor, wzór chcą. […] teraz dużo te stare tradycyjne wzory, o stare tradycyjne wzory pytają. To znaczy zainteresowanie tymi wzorami, ja to częściej słyszę, bo nawet jak w Lublinie byłam no ja też miałam te stare tradycyjne wzory i ja dużo sprzedałam tych tkanin w Lublinie na jarmarku. […]
 
 
WEŁNA
 
„Do tkania używana jest ręcznie sprzędziona, cienka, jedno- i dwuskrętna przędza wełniana, nadająca tkaninom charakterystyczny połysk uwydatniający fakturę splotu nitek. Od lat 60 XX w. zaczęto wykorzystywać do tkania sprzędzioną fabrycznie przędzę wełnianą, a z czasem i syntetyczną. (Wojciech Kowalczuk, Tkanina dwuosnowowa, Białystok 2007, s.6.)
 
DR: Wełnę niektóre ja jeszcze tutaj mam, bo tak jak mówiłam o tych paru owcach to ja po prostu przędłam i sama, bo umiem też prząść, ale i górską przędzę też mam kupioną i tutaj taki zakład jest, że można kupić przędzę. Ale ta przędza nie każda nadaje się na osnowę, bo ona jest za mało skręcona i trza skręcać. Już dodatkowa praca to jest, niektóra barwiona u tego pana można kupić, ale też te barwione to tylko kolory takie brąz, miód i beż. O takie kolory u tego pana można kupić. Jednak tylko z tych trzech kolorów to za mało, trzeba więcej troszkę kolorów żeby było. […] Kiedyś była ręcznie przędziona wszystko, kiedyś panie nie oglądały serialów i przędły, a teraz babcie nie chcą tego robić. Jak mam emeryturę, siądzie przed telewizor i ogląda serial, a nie będzie przędła.
 
[…] Kiedyś strzygło się, teraz to, to raz do roku się strzyże tak jak ci farmerzy, że mają owce dużo po sto i po więcej. Kiedyś dwa razy do roku na wiosnę i w jesieni się strzygło, ale jeszcze tu muszę powiedzieć, nie można było mieszać wełny jesiennej i wiosennej, bo ona inaczej się barwiła, że jeżeli połączyło się nitki te po prostu ona, chyba to coś ma do tego, że inny kolor, inny jaśniejszy […] a druga ciemniejsza wychodziła. I je później było połączyć trudno. […]
A było strzyżenie owiec, później trza było pomyć tą wełnę i wiadomo jaka to wełna jak to się myje […] i teraz tak samo się myje normalnie do miski i proszku się sypie, namoczyć trzeba i ona poleży, później trza ręcznie pomyć ta wełnę, popłukać i wysuszyć i później tak jak ładna pogoda taki wietrzyk jest i słońce świeci to ona szybko wyschnie. Trzeba później tą wełnę przebrać, bo ona jak po myciu taka sklejona jest. I jak zawiezie się na gręplarnię to gręplarnia tego dobrze tak nie rozczesze. Trzeba normalnie ją poprzebierać tak jakby porozrywać te kłaczki jak są. Śmiecie jakieś zostają czy siano, czy słoma, czy nawet te kłosy zostają w tej wełnie to trzeba, to wszystko powybierać. Bo później w nitce, nieraz w nitce jest jakieś źdźbła są […] no i później na gręplarnię, nie ma w tej chwili, bo to takie kądziele są no i przędzie się. […] Jak ja już przędłam sama to na wątek grubiej przędłam, a na osnowę cieniej przędłam i później już barwić, a jeszcze te nicie, bo jak uprzędnie się nicie to trzeba sparzyć wrzątkiem, bo one jak mocno skręcane takie jak na osnowę to wtedy musi być nitka mocniej skręcona, a na wątek luźniej. Jak mocno skręcona nitka, a nie poparzona to jak ja ją założę tu na wałek, to one mi się tak skręcają te nicie jak nie poparzone. One muszą być poparzone wrzątkiem. I wełnę parzy się wrzątkiem.
 
MG: A nie gręplowała Pani w domu?
DR: Nie, nie to gręplowała, gręplarnia jest tu u nas, duża gręplarnia […] A to tam zawiezie się dziesięć kilogramów wełny to godzinę czasu i zgręplowana wełna, bo to duża maszyna jest, szeroka i tak rzuca się […] W Wysokiem tam już jest gręplarnia zabytkowa, ona jeszcze, ona pracuje, ale już tak pięknie nie grępluje jak kiedyś gręplowała, bo teraz takie kropeczki wychodzą, jak takie kropeczki wychodzą to później nitka taka nierówna wychodzi.
 
KW: A jak nie było proszków do prania to czym czyścili?
DR: To wiem, że do lnu to ług robili z popiołu, a do wełny to nie wiem czym to tak […] Popiół drzewny jak len, ług taki gotowało się, to len się prało, ale wełnę to nie. […]
 
MG: A jakby taką kupczą wełnę kupować to ona grubsza jest?
DR: To zależy jaka, bo tu jest taki zakład, ale ona nie jest sto procent, ona tam ma trochę domieszki, to nie jest dużo, tego nie widać. Ma mniejszy procent i ma taką przędzę, że ona po prostu jest mało skręconek na osnowę i ona nie da się tkać, bo rozłazi się jak się zacznie tkać, trzeba skręcać. Ona na wątek może być, a na osnowę nie. […] W ogóle się rwie, niedokręcona, za mało skręconek. Jest także cieńsza i jest i grubsza, no i wtedy trzeba na osnowę to cieńsze, a na wątek to grubsze można dać, bo za gruba na osnowę to też ta tkanina rzadka płocha i wtedy ten wzór taki szeroki wychodzi, duży. To wszystko trzeba lata praktyki.
 
KW: A chodziła Pani kiedyś na prządki?
DR: Nie, nie chodziłam, ja młodo za mąż wyszłam to ja nie miałam kiedy, tak później dzieci i trza było dziećmi się zajmować. Chociaż za mojej pamięci to na prządki już nie chodziły. Nie pamiętam, żeby moja mama chodziła, tylko zawsze w domu przędła. I to, że kiedyś pióra chodziły drzeć to tego też nie pamiętam. Też to dawniej było.
 
 
LEN
 
DR: [Len] był siany, ale mama nic z tego lnu nie robiła tylko len był sprzedawany od razu w snopkach taki do zakładów, gdzie już przerabiali. […] Prowadziłam te warsztaty, ale to z lnu i konopi, bo to była obróbka lnu i konopi, to ja też tak mówiłam, że ja pierwszy raz zobaczyłam jak konopie wyglądają, bo ja konopi nie znałam. Nie były siane, bo mąż mówi pamięta jak konopie były siane jeszcze w każdym gospodarstwie, no pamięta, ja nie pamiętam już, bo nie widziałam. I tak od razu mówiłam, że ja o konopiach tak szczerze to nic nie wiem, ale o lnie to też było od dziecka siane i to było robione […] Już był przywieziony ten len do tej obróbki, bo to kto siał w gospodarstwie, a ja już pokazywałam, że to cierlenie, międlenie, czesanie. To już wysuszony był len […] bo to jeszcze później jak było międlenie to później jeszcze raz suszyło się ten len i wtedy dopiero cierlenie było, żeby to nic tych paździerzy nie było w tym. To wtedy lepiej wyczesywały się te paździerze. […] Kiedyś to w każdej wsi było suszarnie. Pamiętam kobiety się zbierały i ten len suszyły, wieczorem paliło się, ta suszarnia i z tymi cierlicami, międlicami to, to były dookoła poustawiane i tam pracowały wieczorem. Mąż pamięta jak było tu u teściów suszarnie były i te kobiety suszyły i zapaliła się ta suszarnia […] Pewnie zagadały się te kobiety.
 
 
UCZNIOWIE
 
KW: Ma Pani jakieś uczennice?
DR: Tak. Maria Grondzka nazywała się, z Sierpca była i Agnieszka Zawadzka z Otwocka. To ta Pani Grondzka to już taka na wcześniejszą emeryturę przeszła i po prostu mówiła, że nie wie co zrobić ze swoim życiem to nauczyła się tkać, krosno kupiła. A to studentka była z Otwocka i nauczyła się bardzo szybko tkać tylko, że miała przerwę i później też tak zadzwoniła, że […] ona zaczęła tkać i nie wie jak tkać. I tak ja za krosnem i ona za krosnem, bo to jednak jak tak z pamięci mówić to też nie wiadomo co robi ten ktoś i też telefonicznie jej tłumaczyłam i ona tak szybciutko mówi, że pojęła i już wie. […] Teraz prowadziłam warsztaty w Niemczynie, bo to były i tkaniny dwuosnowowej, to były panie z Warszawy, które naprawdę w dwa dni trwały te warsztaty, bo to szerokości taka tkanina i długości, a wzór to tkały te drzewka […] o piątej wstawały i wieczorem późno kładły się spać żeby to utkać. To płoche, były bardzo gęste i być może ja tak pomyślałam to na naukę to może i lepiej dać rzadszą płoche żeby była, że wtedy po prostu lepiej widać te nitki, bardziej przejrzyste są te nitki i lepiej widać jak będzie wzór.
 
MG: A tutaj na miejscu są jakieś uczennice?
DR: Tu na miejscu to znaczy córkę nauczyłam, no tkała […] a czy tkać będzie i będzie chciała przypomnieć to nie wiem. Wnuczki chętnie tak siadają za krosnem i: – Babcia, stukać będziem. Może chętnie będą się uczyć?
 
 
PRACA I SPOTKANIA W IZBIE
 
KW: A jest jakiś dzień tygodnia w którym lepiej nie zaczynać pracy?
DR: W piątek dla mnie. Ja wyczytałam, to jest dzień Męki Pańskiej, później staje się męką ta praca. Nigdy nie zaczynam w piątek. […] Ja jak w poniedziałek siadam tkać i tkam po prostu cały dzień to u mnie później cały ten tydzień jest taki, że ja naprawdę dużo zrobię i naprawdę taki udany tydzień. A w piątek to już nigdy nie zaczynam tkaniny. Może to przesąd, ale ja tak robię i już, ale przekonałam się kilka razy, że jak zaczęłam to źle szło. […] W sobotę ja zaczynam też, ale dla mnie chodzi o to, że zaczynać to w piątek źle, a jak zacznie się od poniedziałku w taki dzień pracowity w poniedziałek to później u mnie cały tydzień jest taki dobry, wydajny po prostu tydzień. […]
 
KW: A czy pokazują sobie Panie tkaniny, wzory jak się robi? Czy dopiero jak się skończy?
DR: Pokazuje się, pokazuje […] to może przed konkursem to raczej nie pokazuje się no, bo to konkurs, ale tak to coś się tka to nieraz radzimy się jak zrobić żeby coś no po prostu, no nawet te tkaczki starsze ode mnie to mi się zdaje, że one więcej wiedzą no jak ja, bo jednak tyle lat tkają.
 
KW: A spotykają się Panie w Izbie Tkactwa?
DR: Spotykamy się na ósmego marca w Izbie, no i czasami jak coś pani Justyna organizuje to czasami nas zaprasza […] bo to Dni Janowa odbywają się […]
 
 
 

Radulska Danuta

 

Rozmowa z panią Danutą Radulską (DR), tkaczką z Wasilówki, wykonującą tkaniny dwuosnowowe. Wywiad został przeprowadzony przez Martę Graban-Butryn (MG) oraz Karolinę Waszczuk (KW) w dniu 10 listopada 2011 roku w ramach projektu Letnia Szkoła Tkactwa Tradycyjnego. Wybrane ośrodki tkackie.
 
Janów to niewielka miejscowość położona nad rzeką Kumiałką, około 50 km od Białegostoku. W XVIII wieku kiedy administratorem dóbr królewskich był Antoni Tyzenhaus w okolicy powstały pierwsze manufaktury tkackie. Od tamtych czasów tkactwo stało się zajęciem wielu kobiet w okolicznych wsiach. Dominująca tkanina dwuosnowowa zwana również podwójną, jako typowa dla Janowa i jego okolic przybiera często również nazwę „tkaniny janowskiej”, czy „janowskich dywanów”. Odnosi się to zarówno do techniki dwuosnowowej, jak i do stosowanych na tkaninach wzorów.
 
Danuta Radulska - Wasilówka koło Janowa w powiecie sokólskim (woj. podlaskie)
Pani Danuta Radulska znała technikę dwuosnowową od dzieciństwa, ale dokładnej techniki jej wytwarzania nauczyła się w latach 80-tych od Pani Teresy Pryzmont. Od 1989 roku stale zajmuje się tkactwem dwuosnowowym. W 1997 roku została członkiem Stowarzyszenia Twórców Ludowych, a jej pracownia tkactwa znajduje się na Szlaku Ginących Zawodów województwa podlaskiego.
 
 
POCZĄTKI TKANIA
 
„W drugiej połowie XIX wieku dywany dwuosnowowe pojawiły się na Podlasiu i wschodnim Mazowszu, gdzie początkowo tkali je zawodowi tkacze […] Upowszechnianie się mody na te tkaniny spowodowało, że zaczęły je czasem wykonywać wiejskie tkaczki na domowych ręcznych krosnach.” (Wojciech Kowalczuk, Janowskie tkaniny dwuosnowowe, s.)
 
DR: Nazywam się Danuta Radulska. Urodziłam się w 1956 roku w Chwaszczewie i z krosnem, z kołowrotkiem no właściwie od dziecka miałam, no po prostu to było u nas w domu. Mama tkała tkaniny wielonicielnicowe i przędła sama wełnę. Ja będąc dzieckiem często biegałam do kołowrotka i próbować jak mi będzie się udało prząść, czy będę umiała, czy nie. Mama się bała trochę, bo jak kiedyś się przędło to niteczka musiała być bardzo równa. No a jak nie umiałam prząść to wiadomo jaka ta niteczka wychodziła. I tkanina dwuosnowowa była mi od dziecka znana, tylko, że technika mi nie była znana. Ja nie umiałam tkać, aż dopiero jak wyszłam za mąż i już tu zamieszkałam w Wasilówce to Pani Teresa Pryzmont mnie nauczyła tkać tkaninę dwuosnowową. I tak zaczęła się moja przygoda z tkaniną dwuosnowową. Pierwsza tkanina to moja była duża, bo osiemdziesiąt na dwa, taka osiemdziesiąt centymetry szerokości, dwa długości i kwiat dużej głowy, no i teraz jak ja patrzę na pierwszą tkaninę, to znaczy to był trudny wzór, no ale jakoś utkałam tą tkaninę i to całe dwa metry i było zawiezione do Cepelii od razu na sprzedaż. No i sprzedałam tą tkaninę i później co tak dobrze nauczyłam się tkać, no to już wtedy zaczęłam wprowadzać trochę swoich wzorów, no troszeczkę coś zmieniać. No bo to trzeba też z początku jak się tka, to trzeba jednak odetkać kilka wzorów żeby dobrze pojąć na czym ta technika polega. Jak to się tka, jak to listewko się wybiera, bo to jest trudne. I jeszcze pedały trzeba zmieniać.
 
 
TECHNIKA TKANIA
 
KW: Na czym polega, jeżeli chodzi o warsztat, tkanina dwuosnowowa?
DR: To właśnie było, że dwuosnowowa to, że dwa kolory i jeden kolor tak jakby jedna osnowa i drugi kolor druga osnowa. […] Można włożyć między te osnowy palec, można włożyć, bo tu jest pusto w środku. Te dwa płótna są rozdzielne, a wzór i brzeg łączy te dwa płótna. Żeby nie było tego wzoru, a tylko ten brzeg to tu by był worek wyszedł. Bez zszywany worek tylko tu brzegi. […] Zanim zacznie się tkać to długo trzeba przygotowywać do tego tkania, bo samo tkanie nie jest takie, no dosyć szybko się tka, już jak się ma wprawę oczywiście, ale mówię to przygotowanie. Ja, jak taka duża tkanina o takiej szerokość całej, jak tu na te nicielnice, no to w te nicielnice trzeba calutki dzień narzucać. […] no sama to narzucam. I tu po jednej nitce się narzuca, bo to dwa kolory i tak po jednej niteczce dwa kolory w te nicielnice, dwa kolory w te. No, a po dwie nitki to już wkłada się w płochę. Też przemiennie, bo to tak ciemny, jasny, bo tak zawsze ciemne, jasne kolory i tak. No już wtedy podwiązuje się i zaczyna się tkać. Najgorzej jak to nie ma się pomysłu, że „A to będę tkać”. I ta osnowa przygotowana, a ważne, że to, bo jeżeli tylko tak że „A coś tam będę tkać” to wtedy gorzej tak zacząć. […] Zanim ten wzór się dobierze do tych nici, do tego, bo to też i kolor musi pasować też do wzoru. Bo czasami utkane są dwie tkaniny jednym wzorem i jedne będzie bardzo ładnie wyglądać, a druga już nie, bo to kolor nie pasuje do tego wzoru. I tak jest. […] Grubsza nitka, rzadsza płocha to wtedy też wzór wychodzi większy, i też nie każdy wzór pasuje na ten większy no bo jak tka się ludzi to wtedy i też takie będą i twarze mieli duże i grubsze, bo to niby cieńszy robisz, ale ono trudniej jest utkać, tak wyrobić żeby on taki był wyrobiony i ładny. I to takie tkanie. Już ja tkam tyle lat, że już mi teraz tak, że mój mąż teraz się ze mnie śmieje oczywiście, bo jak ja już kończę to żeby już szybciej to skończyć […] żeby skończyć i nowe zacząć, a już coś innego. I jak ja zaczynam w ogóle tkaninę, którą sama, bo to wiadomo, że powiela się te wzory tradycyjne, to tak troszkę nudne się robi, bo to one powtarzają się […], ale jak ja coś sama sobie po prostu zaplanuję, mam ten plan w głowie co ja mam utkać, to wtedy mi ta robota idzie dużo szybciej, bo już mnie tak ciekawi, żeby szybciej zdjąć z krosna i zobaczyć co ja utkałam no bo tak przecież ja widzę, ale dopiero aż ja zdejmę zobaczę naprawdę jak ta tkanina wygląda. […]
 
KW: A wielonicielnicowe czym różnią się od dwuosnowowych?
DR: Bo jest osnowa bawełniana, a wątek wełniany. […] Takie geometryczne te wzory są i to już jest wzór narzucany w nicielnicach i później pedałem i się chodzi jak ten wzór narzucany, no, ale teraz proszę wyobrazić, że to było dwanaście nicielnic i tu tkać, a były takie też tkaniny. […] Mama to chodniki jak postawiła to tkałam i taką prostą tkaninę też, ale to było jakiś wzór tak było, że to pikowy wzór. I taka krateczka wychodziła i pamiętam, że pedałami mówiła, ale ja to może utkałam metr, może więcej. Po prostu pokazała, ale ja to też ochoty, jak to miałam szesnaście lat, to mi się tam za bardzo chciało tkać. Może jak teraz, by ktoś pokazał to może człowiek, by inaczej patrzył na to, żeby chociaż podtrzymać tradycję, żeby nie zaginęła. Tego dużo było tkane. Po prostu dużo kobiet umiało tkać. […] To było tak, że tym się tkało kolory, tak jakby wełną, a na drugim czółnie był taki kolor jak osnowa. […] to podsuwka się nazywało. […] To właśnie jest tkanina dwuosnowowa, bo to są tak dwa płótna, najzwyklejsze płótna, tak to jest najzwyklejsze płótno jakie tylko może być, ale to jest podwójne […] łącza się przy brzegu i wzór łączy […] no właśnie w tej tkaninie nie może być dużych płaszczyzn pustych, bo to będzie się rozdzielać, to znać będzie.
 
MG: Dlatego są te wzory większe i rozplatywane na całość.
DR: Tak, a nawet jak coś brakuje to kropeczkę się wstawi, to kwiatuszek, to raczek coś takiego […] jak gdzieś większa płaszczyzna pusta się robi, to wtedy się dodaje elementy żeby połączyć. […] Bo tu jak się tka to zostają końce. Tego końca się nie dotka. I zostają takie końce nitek i ja wtedy przędę, wtedy takie ono wychodzą grubsze, cieńsze ta nitka, bo po dwie biorę no i oczywiście wtedy te cienie, bo to różne kolory odcienie szarości są. […] I takie pocieniowane podobają się te tkaniny. […] Robię różne, jakie mi przyjdzie do głowy takie robię, jakie mi się chce. […] Jak duża tkanina to wtedy trzeba mocniej postukać, ale jak taka mniejsza tkanina to aż tak strasznie to nie. Te szerokie tkaniny najgorzej. I bolą ramiona, bo to trzeba bardzo się wychylać jak stąd aż tam. […] I tą listwę już ciężej wtedy z takiej szerokości wyjąć jak z węższej tkaniny. […] Jak tu nić się zerwie no to trzeba z powrotem tak samo założyć, bo jeżeli źle założy nitkę to tu będzie skaza na tkaninie. Ja już od razu widzę, bo to już te lata praktyki i trzeba po prostu tak, w którym miejscu ta nitka pękła i albo dowiązać kawałek, albo aż tu zawiązać żeby tego supła nie było,  dowiązuje się nitkę jak pęknie. […] Czasami jak rozliczam wzór to chociaż dla pewności jeszcze później liczę, żeby ileś tam odstępu, że ileś tam nitek. To ja wcale czasami tych nitek nie liczę tylko tak ciach, ciach, ciach tą listewką , ale później nie, przeliczę jeszcze. I wszystko dobrze, ale tak żeby źle nie było to przeliczam.
 
MG: A jakby było źle to można jeszcze cofnąć?
DR: Można, można tak to normalnie odetkać, tak jak się to tkało, tak odetkać. Tylko jak daleko się odejdzie i zobaczy się tą pomyłkę to szkoda te dwadzieścia centymetry czy więcej odtykać. To czasami zostaje z tą pomyłką, bo to szkoda pracy.
 
 
WARSZTAT
 
DR: […] od pani Basi Ulanickiej mam to krosno, bo ja jej miałam utkać dużą tkaninę, a nie miałam dużego krosna, a ona miała i przyniosła dla mnie. To syn mówił, że to z bukowego drzewa te krosno. I ono też na pewno jest stare, ale ile lat to ja nie wiem.
 
KW: A z czego się składa warsztat?
DR: Wszystko tu ważne jest w tym warsztacie, bo jak tak mówię, jak u nas się mówi, te ramy te boczne to są staciwa się nazywają, tu jest wałek tylni, na który nawijamy osnowę przygotowaną, bo na snojlnicy trzeba osnować i później nawijać. Oczywiście tu muszą dwie osoby nawijać, bo tego jedna osoba nie zrobi. Bo ja tu nicie te rozkładam na listewkę, a mąż z tamtej strony trzyma te nicie żeby tu można było tak nawinąć. I jak nawijamy na wałek, później w nicielnicę, bo to są nicielnice, to są rączki i tu mamy jedno w górze, to tak mi też mąż dorobił, że tu większe to kółko tu są mniejsze kółka, bo chodzą jak dwie nicielnice, ale musi każda oddzielnie jeszcze chodzić, bo to są dwa kolory i musi każda oddzielnie jeszcze chodzić nicielnica. To tak pozakładać trza w nicielnice, tu jest widło, o to jest widło, a tu płocha […] i gęstość tkaniny zależy od płochy, jaka płocha jest. Tu jest listewka do wybierania na prątek, u nas też nazywany, to jest do wybierania wzorów, no i ten wałek tylni, a tu przedni, no i już tutaj nawija się na tym wałku tkaninę już jak utka się, a tutaj są ponoże, że tu chodzi się, pedały to tak łatwiej zrozumieć, bo ktoś może nie wiedzieć co to, ale u nas w naszym regionie to tak się nazywa ponoże.
 
KW: Co to znaczy wybieranie tkaniny?
DR: Wybieranie wzoru. […] To ta listewka jest i ja tą listewkę mam i ja wybieram wzór, o listewką. I jeszcze są potrzebne dwa czółna, bo to dwoma kolorami się robi. I teraz ja wybieram wzór listewką.
 
KW: Takie przeplatanie nici?
DR: Tak, tak, które mają zostać z tamtej strony pod spodem, które mam wyciągnąć do góry. […] Teraz metalowe te płochy są, ale były te z drzewa zrobione […] nie wiem jakie drzewo, ale na pewno musiało być mocne to drzewo żeby, bo tak wyszorowuje się. Nawet na metr to wyszorowuje się i czasami te są tak cieniutkie, bo to wełna jak wełna, może tak jak nici zużywa się jak dużo się robi. […] Kiedyś do wielonicielnicowych tkanin i w ogóle to czółenka były takie małe, a mnie mąż porobił takie duże […] to po prostu więcej nici na cewce i dłużej mogę porobić, bo to jak takie małe czółenko to wtedy mało nitek wchodzi. Ja tak przyzwyczaiłam się, że mi bardzo dobrze tymi czółenkami robić. […] Moja mama miała też wąski warsztat. Ten taki, że to osiemdziesiąt centymetrów można tylko było utkać, bo jak tkała te wielonicielnicowe to u mojej mamy były też zszywane, bo to dywaniki nazywały się i to wzór był w nicielnicach od razu wybrany.
 
 
WZORY I KOLORY
 
Eleonora Plutyńska, artystka, profesor Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w 1934 roku podjęła współpracę z małżeństwem Adolfem i Felicją Jaroszewiczami, wiejskimi tkaczami. Były to badania nad tkaniną podjęte we współpracy katedry etnografii Uniwersytetu im S. Batorego w Wilnie, a Towarzystwem Przemysłu Ludowego. „ Z jej inspiracji na tkaninach tkanych przez ludowych tkaczy zaczęły się pojawiać nowe motywy fantastycznych zwierząt, nowe kompozycje roślinne. Powstały wówczas dywany zatytułowane „Zwierza”, „Drzewo życia”. Kompozycje te wykraczały poza konwencję ludową. Stworzyły nowy typ tkaniny artystycznej odznaczającej się doskonała kolorystyką i kompozycją.” (Wojciech Kowalczuk, Tkanina dwuosnowowa, Białystok 2007, s.11.)
            Dużą rolę na wzornictwo tkaniny dwuosnowowej miała również Dominika Bujnowska, tkaczka z Węgrowa. Tkanina dwuosnowowa tematyczna ukazująca obraz wsi, pasieki, wesela, czy pracy w polu zapoczątkowana została przez Dominikę Bujnowską wspólnie z Zofią Tomrle, plastyczką zainteresowana technikami tkactwa dwuosnowowego.
 
KW: Dla Janowa to jakie wzory są charakterystyczne?
DR: Dla Janowa to są te właśnie profesor Plutyńskiej wzory. To są tylko w Janowie robione wzory, a tak to […] nie ma takiego typowego, starego wzoru tradycyjnego, żeby to był z Janowa pochodził.
 
KW: A kolory najczęściej jakie były wykorzystywane?
DR: Bordo z zielenią to najwięcej były tkane, to ciemne były te tkaniny. To przecież kiedyś nawet to dzieci, nie było koców […] pamiętam jak kiedyś furami wiozło się na szczepienie dzieci, ja nawet jak dzieckiem będąc, to zawsze w dywan było to dziecko zawinięte i dywan był bordowo-zielony […]najczęstsze […] Byłam na kursie barwienia tymi naturalnymi barwnikami […] Ale dla mnie te utrwalanie koloru to straszne chemie tam. To siarczany miedzi, siarczany żelaza, no może kiedyś też tak utrwalali ten kolor, ale ja mówię, jak kupie ten paczuszek farby do tego i octem po prostu ten kolor utrwalę to mi się zdaje, że to nie jest taka chemia, jak w tych naturalnych kolorach, tych barwnikach. Ale będę musiała spróbować, bo to też takie ładne kolory wychodzą tymi naturalnymi barwić. Na przykład czerwona dalia była to my jak barwiliśmy na tym, to kolor wyszedł pomarańczowy, bo to czasami w ogóle inny kolor wychodzi z tych naturalnych barwników.
 
KW: A jak się je robi?
DR: Gotować trzeba, no jakąś roślinę na przykład czarny bez to wychodzi taki kolor, tak jakby denaturatu, coś takiego […] z owocu, no a z kwiatu to być może, by wyszedł taki beż, z kwiatu, bo ten kwiat to takie nie jest bielutki tego czarnego bzu. […] Praktycznie taki kolor jak jakaś roślina ma to z każdego można barwić. Kurkuma taki ładny kolor też. Tylko, że to trzeba później przecedzić wszystko, tak jakby kompociku ugotować i też taki ładny kolor tylko, takie jakby żółty taki złamany, tak jakby w pomarańcz wpadający. […] To można utrwalać jeszcze tymi, galuksy to się nazywają. Na liściach dębu takie kulki są, na liściach dębu. To, to utrwalać chyba jeszcze można […] Bo tak jak chcą tą farbą barwić, tą chemiczną, jak ja dodaje octu to każda farba ciemniejsza się robi. Jak dodam octu do tego. A jak dodaje się kwasek do naturalnych kolorów, to rozjaśnia się kolor. I to też dla mnie, ja nie wiedziałam, bo jak byłam na tym kursie to tak sporo rzeczy pozapisywałam i też książkę mam o tym. […]
 
KW: A tkaniny do czego były jeszcze używane?
DR: A to do kościołów było tkane, a to łóżka się zaściełało, przecież niektóre tkaniny te stare, takie stare to bordiurę mają […] jak duży dywan to jedną stronę bordiura inna, a z drugiej strony inna, bo zaściełali tak łóżko niby, że to inny dywan, bo bordiura inna. Na tą bordiurę do dołu, a później odwracało się i inną tą bordiurą, żeby do dołu była. To też tak robili, bo to jednak była droga rzecz taka tkanina. No a przeważnie to były dywany i łóżka zaściełane, później na wersalki były, na fotele robione, ale tak później, że te makaty na ścianę no, a teraz to jako sztuka użytkowa, bo jak […] czy te torebki się robi to już jako użytkowa taka na co dzień żeby to był użytek. No na ścianę to kto powiesi i ono ładnie wygląda i dopasowane do wnętrza […] bo i klienci tak zamawiają, jaki kolor, wzór chcą. […] teraz dużo te stare tradycyjne wzory, o stare tradycyjne wzory pytają. To znaczy zainteresowanie tymi wzorami, ja to częściej słyszę, bo nawet jak w Lublinie byłam no ja też miałam te stare tradycyjne wzory i ja dużo sprzedałam tych tkanin w Lublinie na jarmarku. […]
 
 
WEŁNA
 
„Do tkania używana jest ręcznie sprzędziona, cienka, jedno- i dwuskrętna przędza wełniana, nadająca tkaninom charakterystyczny połysk uwydatniający fakturę splotu nitek. Od lat 60 XX w. zaczęto wykorzystywać do tkania sprzędzioną fabrycznie przędzę wełnianą, a z czasem i syntetyczną. (Wojciech Kowalczuk, Tkanina dwuosnowowa, Białystok 2007, s.6.)
 
DR: Wełnę niektóre ja jeszcze tutaj mam, bo tak jak mówiłam o tych paru owcach to ja po prostu przędłam i sama, bo umiem też prząść, ale i górską przędzę też mam kupioną i tutaj taki zakład jest, że można kupić przędzę. Ale ta przędza nie każda nadaje się na osnowę, bo ona jest za mało skręcona i trza skręcać. Już dodatkowa praca to jest, niektóra barwiona u tego pana można kupić, ale też te barwione to tylko kolory takie brąz, miód i beż. O takie kolory u tego pana można kupić. Jednak tylko z tych trzech kolorów to za mało, trzeba więcej troszkę kolorów żeby było. […] Kiedyś była ręcznie przędziona wszystko, kiedyś panie nie oglądały serialów i przędły, a teraz babcie nie chcą tego robić. Jak mam emeryturę, siądzie przed telewizor i ogląda serial, a nie będzie przędła.
 
[…] Kiedyś strzygło się, teraz to, to raz do roku się strzyże tak jak ci farmerzy, że mają owce dużo po sto i po więcej. Kiedyś dwa razy do roku na wiosnę i w jesieni się strzygło, ale jeszcze tu muszę powiedzieć, nie można było mieszać wełny jesiennej i wiosennej, bo ona inaczej się barwiła, że jeżeli połączyło się nitki te po prostu ona, chyba to coś ma do tego, że inny kolor, inny jaśniejszy […] a druga ciemniejsza wychodziła. I je później było połączyć trudno. […]
A było strzyżenie owiec, później trza było pomyć tą wełnę i wiadomo jaka to wełna jak to się myje […] i teraz tak samo się myje normalnie do miski i proszku się sypie, namoczyć trzeba i ona poleży, później trza ręcznie pomyć ta wełnę, popłukać i wysuszyć i później tak jak ładna pogoda taki wietrzyk jest i słońce świeci to ona szybko wyschnie. Trzeba później tą wełnę przebrać, bo ona jak po myciu taka sklejona jest. I jak zawiezie się na gręplarnię to gręplarnia tego dobrze tak nie rozczesze. Trzeba normalnie ją poprzebierać tak jakby porozrywać te kłaczki jak są. Śmiecie jakieś zostają czy siano, czy słoma, czy nawet te kłosy zostają w tej wełnie to trzeba, to wszystko powybierać. Bo później w nitce, nieraz w nitce jest jakieś źdźbła są […] no i później na gręplarnię, nie ma w tej chwili, bo to takie kądziele są no i przędzie się. […] Jak ja już przędłam sama to na wątek grubiej przędłam, a na osnowę cieniej przędłam i później już barwić, a jeszcze te nicie, bo jak uprzędnie się nicie to trzeba sparzyć wrzątkiem, bo one jak mocno skręcane takie jak na osnowę to wtedy musi być nitka mocniej skręcona, a na wątek luźniej. Jak mocno skręcona nitka, a nie poparzona to jak ja ją założę tu na wałek, to one mi się tak skręcają te nicie jak nie poparzone. One muszą być poparzone wrzątkiem. I wełnę parzy się wrzątkiem.
 
MG: A nie gręplowała Pani w domu?
DR: Nie, nie to gręplowała, gręplarnia jest tu u nas, duża gręplarnia […] A to tam zawiezie się dziesięć kilogramów wełny to godzinę czasu i zgręplowana wełna, bo to duża maszyna jest, szeroka i tak rzuca się […] W Wysokiem tam już jest gręplarnia zabytkowa, ona jeszcze, ona pracuje, ale już tak pięknie nie grępluje jak kiedyś gręplowała, bo teraz takie kropeczki wychodzą, jak takie kropeczki wychodzą to później nitka taka nierówna wychodzi.
 
KW: A jak nie było proszków do prania to czym czyścili?
DR: To wiem, że do lnu to ług robili z popiołu, a do wełny to nie wiem czym to tak […] Popiół drzewny jak len, ług taki gotowało się, to len się prało, ale wełnę to nie. […]
 
MG: A jakby taką kupczą wełnę kupować to ona grubsza jest?
DR: To zależy jaka, bo tu jest taki zakład, ale ona nie jest sto procent, ona tam ma trochę domieszki, to nie jest dużo, tego nie widać. Ma mniejszy procent i ma taką przędzę, że ona po prostu jest mało skręconek na osnowę i ona nie da się tkać, bo rozłazi się jak się zacznie tkać, trzeba skręcać. Ona na wątek może być, a na osnowę nie. […] W ogóle się rwie, niedokręcona, za mało skręconek. Jest także cieńsza i jest i grubsza, no i wtedy trzeba na osnowę to cieńsze, a na wątek to grubsze można dać, bo za gruba na osnowę to też ta tkanina rzadka płocha i wtedy ten wzór taki szeroki wychodzi, duży. To wszystko trzeba lata praktyki.
 
KW: A chodziła Pani kiedyś na prządki?
DR: Nie, nie chodziłam, ja młodo za mąż wyszłam to ja nie miałam kiedy, tak później dzieci i trza było dziećmi się zajmować. Chociaż za mojej pamięci to na prządki już nie chodziły. Nie pamiętam, żeby moja mama chodziła, tylko zawsze w domu przędła. I to, że kiedyś pióra chodziły drzeć to tego też nie pamiętam. Też to dawniej było.
 
 
LEN
 
DR: [Len] był siany, ale mama nic z tego lnu nie robiła tylko len był sprzedawany od razu w snopkach taki do zakładów, gdzie już przerabiali. […] Prowadziłam te warsztaty, ale to z lnu i konopi, bo to była obróbka lnu i konopi, to ja też tak mówiłam, że ja pierwszy raz zobaczyłam jak konopie wyglądają, bo ja konopi nie znałam. Nie były siane, bo mąż mówi pamięta jak konopie były siane jeszcze w każdym gospodarstwie, no pamięta, ja nie pamiętam już, bo nie widziałam. I tak od razu mówiłam, że ja o konopiach tak szczerze to nic nie wiem, ale o lnie to też było od dziecka siane i to było robione […] Już był przywieziony ten len do tej obróbki, bo to kto siał w gospodarstwie, a ja już pokazywałam, że to cierlenie, międlenie, czesanie. To już wysuszony był len […] bo to jeszcze później jak było międlenie to później jeszcze raz suszyło się ten len i wtedy dopiero cierlenie było, żeby to nic tych paździerzy nie było w tym. To wtedy lepiej wyczesywały się te paździerze. […] Kiedyś to w każdej wsi było suszarnie. Pamiętam kobiety się zbierały i ten len suszyły, wieczorem paliło się, ta suszarnia i z tymi cierlicami, międlicami to, to były dookoła poustawiane i tam pracowały wieczorem. Mąż pamięta jak było tu u teściów suszarnie były i te kobiety suszyły i zapaliła się ta suszarnia […] Pewnie zagadały się te kobiety.
 
 
UCZNIOWIE
 
KW: Ma Pani jakieś uczennice?
DR: Tak. Maria Grondzka nazywała się, z Sierpca była i Agnieszka Zawadzka z Otwocka. To ta Pani Grondzka to już taka na wcześniejszą emeryturę przeszła i po prostu mówiła, że nie wie co zrobić ze swoim życiem to nauczyła się tkać, krosno kupiła. A to studentka była z Otwocka i nauczyła się bardzo szybko tkać tylko, że miała przerwę i później też tak zadzwoniła, że […] ona zaczęła tkać i nie wie jak tkać. I tak ja za krosnem i ona za krosnem, bo to jednak jak tak z pamięci mówić to też nie wiadomo co robi ten ktoś i też telefonicznie jej tłumaczyłam i ona tak szybciutko mówi, że pojęła i już wie. […] Teraz prowadziłam warsztaty w Niemczynie, bo to były i tkaniny dwuosnowowej, to były panie z Warszawy, które naprawdę w dwa dni trwały te warsztaty, bo to szerokości taka tkanina i długości, a wzór to tkały te drzewka […] o piątej wstawały i wieczorem późno kładły się spać żeby to utkać. To płoche, były bardzo gęste i być może ja tak pomyślałam to na naukę to może i lepiej dać rzadszą płoche żeby była, że wtedy po prostu lepiej widać te nitki, bardziej przejrzyste są te nitki i lepiej widać jak będzie wzór.
 
MG: A tutaj na miejscu są jakieś uczennice?
DR: Tu na miejscu to znaczy córkę nauczyłam, no tkała […] a czy tkać będzie i będzie chciała przypomnieć to nie wiem. Wnuczki chętnie tak siadają za krosnem i: – Babcia, stukać będziem. Może chętnie będą się uczyć?
 
 
PRACA I SPOTKANIA W IZBIE
 
KW: A jest jakiś dzień tygodnia w którym lepiej nie zaczynać pracy?
DR: W piątek dla mnie. Ja wyczytałam, to jest dzień Męki Pańskiej, później staje się męką ta praca. Nigdy nie zaczynam w piątek. […] Ja jak w poniedziałek siadam tkać i tkam po prostu cały dzień to u mnie później cały ten tydzień jest taki, że ja naprawdę dużo zrobię i naprawdę taki udany tydzień. A w piątek to już nigdy nie zaczynam tkaniny. Może to przesąd, ale ja tak robię i już, ale przekonałam się kilka razy, że jak zaczęłam to źle szło. […] W sobotę ja zaczynam też, ale dla mnie chodzi o to, że zaczynać to w piątek źle, a jak zacznie się od poniedziałku w taki dzień pracowity w poniedziałek to później u mnie cały tydzień jest taki dobry, wydajny po prostu tydzień. […]
 
KW: A czy pokazują sobie Panie tkaniny, wzory jak się robi? Czy dopiero jak się skończy?
DR: Pokazuje się, pokazuje […] to może przed konkursem to raczej nie pokazuje się no, bo to konkurs, ale tak to coś się tka to nieraz radzimy się jak zrobić żeby coś no po prostu, no nawet te tkaczki starsze ode mnie to mi się zdaje, że one więcej wiedzą no jak ja, bo jednak tyle lat tkają.
 
KW: A spotykają się Panie w Izbie Tkactwa?
DR: Spotykamy się na ósmego marca w Izbie, no i czasami jak coś pani Justyna organizuje to czasami nas zaprasza […] bo to Dni Janowa odbywają się […]
 
 
 


warsztat tkacki


warsztat tkacki


Marta Graban Butryn i Danuta Radulska


tkanina dwuosnowowa





Danuta Radulska


tkanina dwuosnowowa


Tkanina dwuosnowowa


Danuta Radulska


nicielnice


Danuta Radulska


tkanina dwuosnowowa


tkanina dwuosnowowa


warsztat tkacki


warsztat tkacki


tkanina dwuosnowowa


tkanina dwuosnowowa


nicielnice i płocha


pracownia Danuty Radulskiej


nicielnice


warsztat tkacki


nicielnice


tkanina nawijana na wałek


Danuta Radulska


Danuta Radulska przy warsztacie


tkanina dwuosnowowa


Danuta Radulska


w pracowni Danuty Radulskiej


Danuta Radulska


tkanina dwuosnowowa


Danuta Radulska


tkanina dwuosnowowa


Danuta Radulska


płocha


Danuta Radulska