Jarmark Jagielloński - rekordy zainteresowania
Jarmark Jagielloński pokazał, jak w istocie niewielkie jest lubelskie Stare Miasto, skoro przez cztery dni jarmarku okazało się tak zatłoczone. Setki wystawców i tysiące gości nadawało rytm życia tej części Lublina.
- Kura idzie! Z drogi, kura! - wołano i natychmiast w górę wędrował las rąk z aparatami fotograficznymi. Nieustanny przemarsz orszaku z okazałą kurą samobieżną, która towarzyszy Jarmarkowi od początku, był jego atrakcją i wprawiał przyjezdnych w zaskoczenie. Hitem i artystyczną atrakcją okazały się - różnorodna ceramika i rękodzieło zza Buga, magnesem dla dzieci - rycerze i zabawy na błoniach pod zamkiem.
O zainteresowaniu Jarmarkiem niech świadczy fakt, że do organizatorów co rusz dzwoniły ważne osoby, powołując się na jeszcze ważniejsze znajomości, z prośbą o udostępnienie straganu komuś, kogo odrzucono podczas zgłoszeń, bo nie spełniał kryteriów uczestnictwa. Także i podczas trwania imprezy pojawiały się "nielegalne" stoiska. Tymczasem o każdym z zakwalifikowanych na jarmark można się było coś dowiedzieć z bazy danych organizatorów dostępnej w internecie.
Grzegorz Józefczuk, Gazeta Wyborcza, 17.08.2009
- Kura idzie! Z drogi, kura! - wołano i natychmiast w górę wędrował las rąk z aparatami fotograficznymi. Nieustanny przemarsz orszaku z okazałą kurą samobieżną, która towarzyszy Jarmarkowi od początku, był jego atrakcją i wprawiał przyjezdnych w zaskoczenie. Hitem i artystyczną atrakcją okazały się - różnorodna ceramika i rękodzieło zza Buga, magnesem dla dzieci - rycerze i zabawy na błoniach pod zamkiem.
O zainteresowaniu Jarmarkiem niech świadczy fakt, że do organizatorów co rusz dzwoniły ważne osoby, powołując się na jeszcze ważniejsze znajomości, z prośbą o udostępnienie straganu komuś, kogo odrzucono podczas zgłoszeń, bo nie spełniał kryteriów uczestnictwa. Także i podczas trwania imprezy pojawiały się "nielegalne" stoiska. Tymczasem o każdym z zakwalifikowanych na jarmark można się było coś dowiedzieć z bazy danych organizatorów dostępnej w internecie.
Grzegorz Józefczuk, Gazeta Wyborcza, 17.08.2009




