Bolimów
Bolimów - położony na Mazowszu niedaleko Skierniewic - jest osadą o bardzo starych tradycjach garncarskich. Produkcja naczyń glinianych stanowiła tutaj przez dziesiątki lat jedno z głównych zajęć miejscowej ludności.
W wieku XVIII w Bolimowie istniało kilkanaście warsztatów garncarskich. W XIX wieku działał tu cech garncarski skupiający co najmniej 20 garncarzy. Po zakończeniu I wojny światowej pracę podjęło jedynie 6 warsztatów, a po roku 1945 wznowiło pracę tylko dwóch bolimowskich garncarzy – Stefan Konopczyński i Czesław Smela.
Bardzo duży wpływ na rozwój garncarstwa w Bolimowie miało przenikanie technik z manufaktury majoliki założonej przez Radziwiłła w Nieborowie. Z początkiem XX w. bolimowscy garncarze zaczęli pracować prawie wyłącznie dla odbiorców z miasta, a nawet spoza kraju. W ośrodku bolimowskim robiono również kafle zwykle i kafle herbowe.
Walenty Konopczyński, garncarz ze starego bolimowskiego rodu, wypracował swoisty styl ludowej majoliki. Z niewielkimi zmianami styl ten – umownie zwany “bolimowskim” dotrwał do dziś. Charakterystyczne cechy tego stylu to biała lub jasnokremowa szklista polewa oraz zdobienia złożone z barwnych motywów roślinnych i zwierzęcych. Najbardziej charakterystycznym motywem jest ” bolimowski ptaszek”. Często zastępują go mniej lub bardziej stylizowane koguciki, gołąbki, wróbelki, sikorki i motylki. Elementy roślinne to zwykle polne kwiaty, kłosy zbóż, gałązki drzew czy źdźbła traw oraz motywy kwiatowe: motyw tulipana i kwiatów polnych. Ornamenty te o bardzo zróżnicowanej i nieco wymyślnej kolorystyce (podszkliwnie malowane na zielono lub niebiesko) mają również wyszukane kształty, na czym zresztą polega ich cała uroda.
Obecnie w Bolimowie działa tylko warsztat rodziny Konopczyńskich.
Sylwetki garncarzy:
Dorota Konopczyńska – Aftewicz
W zasadzie wszystko w naszej rodzinie zaczęło się około roku 1820, bo wtedy urodził się na nowo mój pradziadek Franciszek Konopczyński. To znaczy on się urodził wcześniej, ale w tym roku zawarł związek małżeński z Marianną Walicką - po prostu Franciszek wżenił się w rodzinę garncarzy. Z pewnością wcześniej był czeladnikiem w warsztacie Jana Walickiego, który miał zaledwie dwie córki, a było to zajęcie przechodzące z pokolenia na pokolenie, ale w linii męskiej. Zapewne wcześniej się nauczył, i był tak dobry w tym co robił, że dostał żonę i zajęcie. I tak z pokolenia na pokolenie przechodzi to zajęcie w naszej rodzinie do dziś. Ja jestem szóstym pokoleniem. W tej chwili pracownie prowadzimy razem: ja, mój tata Jan Konopczyński i mój mąż Paweł. W tej chwili wszystkie naczynia robimy z gliny sprowadzanej z Niemiec, są to gotowe, przygotowane masy. Każde naczynie najpierw jest utoczone i pozostaje do wyschnięcia, ale do takiego stanu, że będzie je można bez obawy o odkształcenie wziąć do ręki. Następnie obraca się je do góry dnem i wytacza, tzn. od spodu zostaje wybrana część gliny, po to, aby takie naczynie lepiej stało i żeby było miejsce na oznaczenie tego naczynia, kto je zrobił.
Jan Konopczyński
W tej chwili naczynia są sygnowane stemplem mojego dziadka Walentego używanym przez niego w XIX wieku: „Bolimów Konopczyński Made in Poland”. W XIX wieku bolimowscy garncarze korzystali z pokładów gliny w Nieborowie. W XIX wieku i na początku XX wieku właściciel ziemi skąd była wydobywana glina zajmował się szlamowaniem, przygotowywaniem gliny, później kiedy przestał, ojciec jeszcze kilka razy brał od niego glinę i sam szlamował, po to jest ten zbiornik tutaj. Później były używane gliny przywożone przez Spółdzielnię Cepeliowską, to była glina baranowska z takim pośrednictwem: glina była wydobywana w Baranowie, potem przywożona do Włocławka, gdzie była poddawana procesowi obróbki i szlamowania i dopiero stamtąd była gotowa do użycia. Po tym okresie ja przez kilka lat korzystałem z gliny pochodzącej z okolic Sochaczewa, niezłe gliny, dobre plastycznie ale z zanieczyszczeniami.
W tym miejscu było takie zagłębie garncarskie, ponieważ kolejny warsztat był na sąsiednim podwórku, następny tutaj obok - warsztat Witkowskich - a po przeciwnej stronie był warsztat Cegłowskich. Te warsztaty po I wojnie światowej w tym miejscu już się nie odtworzyły. Ten warsztat Cegłowskich przestał w ogóle istnieć. W tej chwili nasz warsztat jest jedynym działającym. Do połowy lat 90-tych istniał jeszcze warsztat naszych kuzynów, ale wujek nie robił tam ceramiki zdobionej, czasami były naczynia szkliwione, ale w większości to były naczynia użytkowe, doniczki przede wszystkim, misy, dzbanki.
Co było takim szczególnym źródłem intensyfikowania produkcji garncarskiej w Bolimowie? Prawdopodobnie przenikanie manufaktury majoliki założonej przez Radziwiłła w Nieborowie. To zapewne miało obopólne korzyści, ponieważ garncarze bolimowscy uczyli się technik robienia i zdobienia. Prawdopodobnie dlatego Radziwiłł zdecydował się wybudować manufakturę, że w niedalekiej miejscowości byli zdolni fachowcy, którzy potrafili wykonywać dobrze ceramikę. To się wzajemnie przenikało (...). W ośrodku bolimowskim robiono kiedyś kafle (...). Są piece kaflowe w muzeum w Nieborowie robione przez tych ludzi, którzy pracowali w tej fabryce w Nieborowie. Takie kafle robił też ojciec, są u nas formy do tych kafli. Były też kafle herbowe (kilka prac magisterskich powstało na ten temat), były to herby przenikające się: Korony i Litwy.

Bolimów wykształcił na pewno swój sposób zdobienia, głównie ten motyw zoomorficzny czyli ptaszek, on w różnych warsztatach różnie wyglądał, ojciec robił rysunki jak on wyglądał w innych warsztatach, żeby to zachować. Motywy kwiatowe, najczęściej motyw tulipana i kwiatów polnych: bławatki, maki, chabry. Występowały też elementy geometryczne. Na przełomie XIX i XX wieku dziadek używał motywów wzorowanych na wycinance łowickiej, to jest inna trochę wycinanka niż ta klasycznie znana jako łowicka. Ona była z innymi motywami roślinnymi, innymi kwiatami. Taki sposób zdobienia był wykorzystywany przez dziadka po I wojnie światowej, jak odbudował warsztat. Na pewno w początku lat 20-tych powrócił do motywów bolimowskich. Wszystko co jest znane w etnografii jako motywy bolimowskie zostało wypracowane przez mojego dziadka. (...) Wcześniej mój pradziadek Walenty zdobił metodą flamerowania, czyli nanoszenia na siebie kolorowych szkliw, co też robimy, zaczęliśmy od niedawna znowu. Aby te naczynia wyglądały jak ten kubek i były użytkowe, zostają jeszcze dodatkowo pokryte szkliwem bezbarwnym, albo w przypadku flamerowania szkliwem kolorowym.
Dorota Konopczyńska – Aftewicz

Z tym ptaszkiem związana jest legenda. Kiedyś garncarz w piękny słoneczny dzień utoczył wiele naczyń. Chciał żeby te naczynia mu szybko wyschły, zbliżało się południe, a ponieważ zmęczył się tą pracą, poszedł do domu na obiad. Niestety nie dopilnował. Kiedy wrócił, okazało się, że wszystkie są zniszczone przez ptaszki. Garncarz zdenerwował się i powiedział: „skoro ty jesteś tak niegrzeczny, to za karę będę cię malował.” (...) Jednym z najstarszych eksponatów w Warszawie w Muzeum Etnograficznym jest talerz zrobiony przez mego pradziadka Walentego, jest to talerz z motywem wycinanki.
Jan Konopczyński
Są naczynia robione z białej gliny, chociaż cechą charakterystyczną ceramiki bolimowskiej jest wykonywanie naczyń techniką majoliki, czyli toczenie z glin wypalających się na czerwono i pokrywane na mokro różnobarwnymi angobami, najczęściej białą (ale to nie jest reguła - teraz pokrywamy też zieloną, niebieską angobą). I taką techniką były wykonywane naczynia w wielu warsztatach w Bolimowie. (...) Najlepszym rodzajem gliny jest glina biała – kaolinowa, którą pokrywamy nasze naczynia, ona zawsze pozostanie biała.
Dorota Konopczyńska – Aftewicz
Takie naczynie zostaje polane zawiesiną białej gliny – kaoliną i pozostawione do wyschnięcia około tygodnia. Następnie zostają wstawione do pieca i wypalone w piecu elektrycznym. Kolejno stygną 24 godziny. (...) U nas każde naczynie było pakowane w osłony, tak zwane kapsle, takie jakby proste doniczki od dołu i od góry. One były dostosowane do wielkości naczynia. Po co? Bo jeśli są naczynia ze szkliwem, to się do siebie poprzyklejają, już te walory użytkowe nie będą takie jak trzeba. I żeby ta sadza nie osiadła na tych czystych naczyniach majolikowych, no to musiały być właśnie nie poddane bezpośrednio ogniowi, tylko pakowane. (...) Ostatni wypał w tym tradycyjnym piecu był w 1986 roku. Znajduje się on w środku budynku i jest odizolowany od pomieszczeń.
Obejrzyj film Konopczyński, Aftewiczowie - Bolimów




